Piękny zwyrodnialec w rudej peruce.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Obiecała sobie, że nigdy więcej się nie oszuka. Sex to nie miłość. Wiadomo kurwa, ale nie, nie mogła się powstrzymać, nie odezwać, nie kurwa. Sama sobie zasłużyła na to, została przyjaciółką z pogotowia seksualnego…. Cholera, przecież nie chciała się zakochiwać, nie chciała od razu mieszkać razem z Nim. Znowu oszukała swoje serce i swoje uczucia. Miała dość bezczynności. Wolała poszaleć i cierpieć niż umrzeć w samotności z nudów. Została wredną suką pozbawioną granic bezczelności. Zadzwoniła do Niego i bez wstępu powiedziała Mu, że chce iść tylko do łóżka. Cisza w słuchawce uświadomiła jej, że to nie był taki typ, On się do jej gierek nie nadawał. Był za dobry, może się w niej kochał…

Musiała znaleźć inną ofiarę, bezwzględną jak ona sama, silnego Samca, który ma ją wydymać i na koniec się uśmiechać. Jak modelka na zdjęciu wyglądała, w koronkowej bieliźnie i czubek pięknej czerwonej szpilki, taki obrazek Mu wysłała z dopiskiem „Popatrzeć mogą głupcy, mądrzy mogą to mieć”.  I zwariowała, wypiła butelkę wina i zamówiła taksówkę. Zabawa miała się zacząć, Piękny zwyrodnialec zaczynał grę, ruda peruka, francuska bielizna i czerwone „laubotiny”. Czego mogła chcieć więcej, winem zagłuszyła duszę, była łowcą, doskonałym, pięknym i bezczelnym w swoim fachu. Patrzyła na siebie w lustrze, na ustach miała szelmowski uśmiech, czy była dumna z tego co robiła? Przegoniła Anioła Miłości, przegoniła westchnienia i romantyczne wieczory. Nie prosiła o nic, brała co chciała, poprawiała makijaż i znikała w ciemnej bramie…. Była kocicą, chodziła swoimi ścieżkami, nie odwracała się za siebie, nie brała jeńców. Czuwała aby żadna z jej ofiar nie zatrzymała jej, nie wykonała gestu przywiązania. Nigdy nie całowała ich w usta, ściągała ubranie i wydawała rozkazy. Chyba nigdy nie była zakochana, chyba nigdy nie dawała się kochać. Dusza spała w sercu, zimna zadra, nie jakaś tam pieprzona Księżniczka, ale prawdziwa Kobieta, taka była….do wczoraj. Wczoraj przypadkiem On dotknął jej ramienia kiedy minęli się na ulicy, zadrżała jej dusza, rozgrzało się ciało i zawyło serce.  I wracała nad ranem, z lisem na ramieniu i kolejną butelką czerwonego argentyńskiego i zmęczona nie-udawaniem. Zapamiętywała się w sobie w swoich uniesieniach i swoich doznania, zapominała Jego imię, było nieważne. Kiedy mijała Go ponownie, już miała się odezwać, jednak tylko wzruszyła ramionami, znowu nie ten, znowu za mało inteligentny, za mało dowcipny i pewnie nie będzie umiał wykręcić spalonej  żarówki, szkoda. I przeszła w ciszy, przynajmniej nie zrobi z siebie idiotki, powiedziała do siebie szeptem, bo gdyby się przyzwyczaiła, zapragnęła czegoś, a nie miała by pokrycia w banku Jego uczuć, nie darowałaby sobie więcej pomyłki i niepotrzebnego żalu. Zeskrobała ostrym nożem małe wspomnienie i wyryła nowe: MY LIFE IS  MY FACKING BIZNES!!! .

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×