Uwięziona….

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Zapachniało pięknie bzem, chciałam posadzić bez w ogrodzie i jeszcze piwonie chciałam mieć, przypominały mi dom dziadków, gdzie spędzałam lato w dzieciństwie-nie wolno mi było. Nie wolno mi było również przestawić solniczki na stole i wielu innych rzeczy w domu, który niby miał być mój…Kiedyś chciałam przestawić stolik kawowy w salonie- trzy dni trwała awantura, że lepiej nie. Ustąpiłam po raz kolejny, jak zawsze, nie mogło być inaczej. Na imieninach u Jego znajomych, bo tylko do Jego znajomych chodziliśmy razem- po kilku drinkach zaczął mnie poniżać, opowiadać jaka to ze mnie nie pojętna gospodyni, że nie słucham Go i się nie uczę od niego….Kiedy ktoś z gości zwrócił mu uwagę, obrażony wyszedł zostawiając mnie tam samą….I nieważne, że nie miałam na taksówkę do domu. Chciałam iść na studia, -zwariowałaś powiedział, teraz na starość?, teraz to ja muszę dziecko wychowywać i o męża dbać….Zapisałam się w tajemnicy do policealnej dwuletniej, też coś, wyję z domu, będę mogła porozmawiać z ludźmi, dam radę mama pomoże…. Na imieniny zrobiłam prezent, kupiłam bilety na koncert Perfect-u u nas w mieście- on nie może, bo co z dzieckiem, a po co, on nigdzie ze mną nie pójdzie…..Lato, imieniny u Ani, szykuję się, pytam pójdziesz ze mną i z córką- jadę na ryby na cały weekend, koniec rozmowy, nigdy nie nalegałam dwa razy, bo chyba przyzwyczaiłam się, że wszędzie w rodzinie czy u swoich znajomych byłam zawsze sama, a może się go wstydziłam też już……Święta Bożego Narodzenia, awantura, źle bo trzeba choinkę kupić i stać godzinami w korku, no i źle barszczyk świąteczny ugotowałam, znowu nie posłuchałam…..

Pogotowie, lekarz dyżurujący robi prześwietlenie, ma Pani złamany nos- jechałam na rowerze i pies wyskoczył mi na drogę, musiałam szybko skręcić i wpadłam na lampę…uwierzył, o nic więcej nie pytał. Coś mu w pracy nie poszło, wrócił już zły do domu nie usłyszałam o co pytał, rzucił się na mnie, o mało nie udusił…..Kiedy pobił mnie na parkingu marketu, krzyczałam, ale nikt nie słyszał, wyzywał, nikt nie reagował.Nikt nigdy. Tragedia zakończyła moją mękę, uzależniona od potwora, zniszczona psychicznie, prześladowana na każdym kroku na koniec. Strach kładł się ze mną spać i budził rano, telefon w pogotowiu, Pani z Mopsu już wiedziała, nieoficjalnie, miałam się meldować co kilka godzin. Tysiące siniaków na ciele i co gorsza na duszy, złych słów od kogoś kto zmarnował mi 10 lat życia, miał mnie kochać, a każdego dnia odpychał od siebie.

Dziś piszę o tym spokojnie, bez emocji. Za dużo siebie straciłam- samotność i łzy i największy strach za siebie i za dzieci. Łatwo ocenić, nie znając prawdy, nie znając słowa od drugiej strony? Czy można w to uwierzyć- kiedy on na zewnątrz taki poukładany, uprzejmy i zaradny?

Kiedyś myślałam, że to przeze mnie taki jest bo nie umiem go kochać tak jak on tego by chciał….ale dzisiaj już tak nie myślę, wyleczyłam się z tego i z tego, że nie jestem zerem jak mi to wmawiał przez większość naszego związku….

Strach został gdzieś we mnie, lęk też, ale pewność siebie pozwoliła uwierzyć w siebie i zacząć normalne życie bez przemocy……

Nie wiem po co to napisałam, może rozgrzeszam się na zawsze z przeszłości? żeby nie wisiała mi gdzieś nad głową, żeby spokojnie rozpocząć to co prawdziwe,? Nie proszę o litość, należy mi gratulować, że odważyłam się odejść……

Dziś już żyję innym życiem, bez cienia złego, oddycham głęboko i wdycham  zapachy z powietrza i z życia….bo zawalczyłam o siebie i jestem z siebie dumna.

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×