Kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuję……

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Odpowiedzią był mój uśmiech, nie umiem Mu powiedzieć co czuję. Nie jestem w stanie wykrztusić ani jednego normalnego słowa, paplam jak małoletnia papla, która zauroczyła się pierwszy raz w koledze ze szkoły i nie wie jak się do tego zabrać. Ja też ale co, nie wiem, Inga mówi : zabujałaś się, myślisz?- pytam…..może, kto znajdzie odpowiedz milion dla Niego! Myślę, że ciężko jest, ciężko samej mi pod sercem. Choroba, która uwięzła mi w gardle nie daje żyć, nie daje jeść, zabiera całą radość codzienności. I to nie jest miłość, nie, nie zachorowałam na miłość, choć ta była by lepsza, bo na nią jest tabletka, rada trochę nerwów i cierpienia, a na moją chorobę – buu, nie ma nic. Pani doktor powiedziała : trzeba polubić siebie, ku…wa ja siebie uwielbiam, więc niech mi nie wciska, że mam depresjon, inna lekarz powiedziała: no tak, lekarze jak nie wiedzą co dolega to wciskają depresjon, ale ja chce tabletkę, syrop, nawet niech będzie czop w tyłek- ale niech pomoże! Nic tak nie upierdziela Ci umysłu jak nierozwiązana zagadka, bezsilność mocy czarownicy albo brak akceptacji i miłości. Żal i złość miałam w duszy, upiłam się cholernie żeby lewitować, mieć to bardziej w dupie niż miałam przed zachlaniem dupy, cóż z tego, że tylko kac moralno-whiskowy był na przemian z bólem głowy. Nie udało się, pytanie czym jest egzystencja wśród baranów zostało nie ruszone z miejsca. Zastanawiam się dodatkowo, a może to ja jestem szurnięta, a wszyscy inni to zdrowe, szlachetnie chodzące potwory? NIE, jednak chyba nie do końca, szurnięta jestem ale tak w normie, normalnie szurnięta, pochłonięta swoim płytkim życiem, wychowywaniem dzieci i zapierdzielaniem jak arab po 12h za pół darmo. Taka karma?, takaa karma?, mam się na to wszystko godzić tak bez focha, tak bez krzyku, bez nawet cichego niee??? Co za dzień, co za nędzny poranek, kawa wystygła, przyzwyczaiłam się. Piję po łyczku, bo inaczej  potwór nie pozwala. Stoję w miejscu, gdzie chciałabym ruszyć, ale nogi zalane w beton ni cholery nie drgną, co robić, jak wybrnąć z sytuacji?. Ktoś zapyta czego ja w ogóle chcę, no właśnie nie wiem. Poleciałabym balonem, ale panicznie boję się. Nie ma to jak otwarta przestrzeń kilometry nad ziemią- koszmar. Coś mi siedzi na sercu, tu już wiem kto- hę ON, ten gamoń jeden, co powiedział, że nie wpuści mnie do swojego życia, ale jakimś dziwnym sposobem, nieświadomie jestem w nim od kilku miesięcy, nie rozmawiamy, nie opowiadamy sobie historyjek z życia, uprawiamy tylko szalony, nieziemski seks…..;) . Mało mi, dlatego tak mi źle, bo najbardziej na świecie chciałabym, żeby się kiedyś zapomniał i tak sam od siebie zrobił gest, pocałował, przytulił, dotknął ręką mojej twarzy. Ciało jest w niebie, ale moja dusza usycha i czy to jest sprawiedliwe? Nie umiem być, ups wróć! nie jestem wyrachowaną suką, nastawioną na bycie kochanką bez emocji, nie umiem i nie będę z tym walczyć. Bo za każdym razem wmawiam sobie, że wystarczy mi zajebisty seks, reszta przyjdzie, może, albo i nie…Zwyczajnie, któregoś razu zamienię się w modliszkę i nie oddam Go innej, albo wrażliwość cudownej/ niekochanej kobiety zwycięży i zwyczajnie pęknie mi serce z żalu….Szkoda mi, bo najbardziej na świecie boję się, że jeśli nie pokażę Mu, że warto, że jaka jestem prawdziwa i że trzeba spróbować, to boję się, że już nigdy nie spróbuję z nikim, że On jest ostatnią próbą.

Wychodzę z domu w biegu, jak zawsze, nie umiem inaczej, zawsze w biegu i na ostatnią chwilę. Uda się albo nie, ryzyko ośmieszenia się pisząc te zwroty jest ogromne, ludzie myślą sobie, niewyżyta nimfomanka, niech się dziećmi zajmie, nie będzie bzdur wypisywała. A ja na przekór, na złość, na przeciw wielkiej fali- zrobię po swojemu, nawet jak zbłądzę to po swojemu. Nienawidzę skamlających o litość ludzi, chorągiewek na wietrze, mówią nie myślą, za plecami zmieniają zdanie, nigdy nie są po twojej stronie, nienawidzę obłudy- uśmiechasz się do mnie myśląc jaka ze mnie popieprzona egoistka. Marzy mi się prywatna bezludna wyspa, albo planeta w odległej galaktyce. Mały Książę miał szczęście być sobą, widzieć świat w prosty sposób i odnajdywać radość z małych rzeczy. Dziś już nic nie dzieje się za darmo, z przypadku i tylko dlatego, że wierzysz w Anioły……jednak zaspokajam swoją chęć zdobycia więcej z życia pragnieniem miłości i stabilności, nadzieja jest obłudna ale żyje we mnie i to jest ważne, szczęście-rzecz nabyta, jak je sobie wymyślę to je zdobędę. I nie narzekam więcej bo mam coś najważniejszego w życiu- miłość moich ukochanych dzieci.

A co mi tam, dopiero Bóg rozliczy mnie z moich grzechów, dopiero za 100 lat może przyjdzie mi zapłacić za szaleństwa mojego dzieciństwa, więc podnoszę tyłek, ubieram nową sukienkę i wkładam najpiękniejsze szpilki i  z uśmiechem na twarzy, tym moim szczerym i naturalnym, ruszam pokonać pecha w życiu ;)

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×